Okładka książki „Świat przed nami nie istniał. Jak wojna została w naszych domach” Katarzyny Surmiak-Domańskiej na niebieskim tle. Centralnym elementem projektu jest różowy dom otoczony czerwonymi płomieniami. Grafika promuje reportaż o międzypokoleniowych skutkach wojny, traumie i rodzinnej pamięci. (grafika)

6 sierpnia 2026

„Świat przed nami nie istniał. Jak wojna została w naszych domach” – nowy reportaż Katarzyny Surmiak-Domańskiej

Udostępnij post
Okładka książki „Świat przed nami nie istniał. Jak wojna została w naszych domach” Katarzyny Surmiak-Domańskiej na niebieskim tle. Centralnym elementem projektu jest różowy dom otoczony czerwonymi płomieniami. Grafika promuje reportaż o międzypokoleniowych skutkach wojny, traumie i rodzinnej pamięci. (grafika)

Katarzyna Surmiak-Domańska w książce Świat przed nami nie istniał pokazuje, że skutki II wojny światowej trwają do dziś.

Autorka z wnikliwością przygląda się temu, jak doświadczenia II wojny światowej przenikają kolejne pokolenia i pozostają obecne w rodzinnych historiach, relacjach, naszej psychice i sposobie przeżywania świata. Łączy historie osób, które dorastały w cieniu wojennych wspomnień swoich rodziców i dziadków, z rozmowami z psychologami, psychiatrąmi i historykami badającymi traumę międzypokoleniową.

Katarzyna Surmiak-Domańska w swojej książce Świat przed nami nie istniał sięga również do historii własnej rodziny, tworząc tym samym osobisty i poruszający obraz pamięci, która nie przemija wraz z odejściem świadków historii.

To książka o tym, jak doświadczenia okupacji, obozów, wysiedleń, Powstania Warszawskiego, Wołynia, Sybiru czy akcji „Wisła” wpływają na współczesnych Polaków. Pokazuje, że wojna pozostawia ślad nie tylko w podręcznikach historii, lecz także w codziennych wyborach, relacjach i emocjach kolejnych pokoleń.

Świat przed nami nie istniał. Jak wojna została w naszych domach to poruszający reportaż dla czytelników literatury faktu, historii i książek psychologicznych, którzy chcą lepiej zrozumieć mechanizmy pamięci międzypokoleniowej oraz wpływ wojennej traumy na współczesne życie.

Fragment książki:

Rodzice Joanny też niewiele mówili o przeszłości.

– Ich opowieści miały początek w dniu, w którym zaczęliśmy się rodzić my, ich dzieci. Wtedy dopiero zaczął się świat, o którym można było swobodnie mówić. Przedtem świat jak gdyby nie istniał – tak chyba dosłownie powiedziała Joanna.

O ojcu wiedziała, że pochodził z Wołynia, że coś tam było z Ukraińcami, jakiś obóz w Austrii, że jako pięciolatek stracił matkę… Jej mama z kolei urodziła się w Warszawie i wychowa ła w zakładzie opiekuńczym na Rynku Nowego Miasta. W czasie powstania została wywieziona na roboty do Niemiec. W 1945 roku pojawili się czerwonoarmiści, gwałcili kobiety. Ją uratował dobry Ukrainiec, też robotnik przymusowy. Porządny człowiek, który otoczył ją opieką. Całą i zdrową dowiózł po wojnie do Polski.

Zarówno mama, jak i ojciec Joanny byli czułymi, radosnymi rodzicami. Sami osieroceni we wczesnym dzieciństwie, wychowali z miłością piątkę dzieci. – Skąd moja mama wiedziała, że miłością można rozbrajać zło? – zastanawia się Joanna. Wierzy, że to za sprawą świętej Urszuli Ledóchowskiej, którą jej matka wybrała sobie na przewodniczkę duchową. Założycielka zakonu urszulanek uważała, że najwiarygodniejszym świadectwem więzi z Chrystusem są dobroć, uśmiech i pogoda ducha.

Może to ten przekaz sprawił, że Joanna sztukowała sobie obraz świata, który istniał przed nią, w sposób pogodny. Wyobrażała sobie słoneczny pokój na Starówce, dziewczynkę bawiącą się misiem, mężczyznę siedzącego z gazetą przy stole w niedzielne popołudnie, czekającego na obiad, który przygotowuje krzątająca się w kuchni kobieta, jej babcia. Ten mężczyzna to był jej dziadek. Wytwór czystej fantazji. Obraz spełnił swoje zadanie. Pomógł Joannie przejść przez dzieciństwo i dojrzewanie.

A potem nieubłaganie zaczęła się wyłaniać prawda.

Nie było żadnego dziadka w słonecznym pokoju. Było tylko jakieś niezapamiętane imię, może i nazwisko oraz żachnięcie: „Kto to tam wie, gdzie się podziewał”. Nie wiadomo nawet, kim babcia była przed wojną. Może szwaczką u krawca mistrza, może ekspedientką u kupca, a może służącą przy rodzinie, śpiącą na łóżku polowym w kuchni. U takich kobiet „na posadzie” dzieci często rodziły się bez udziału mężczyzn. Ciąże powstawały w ich ciałach na podobieństwo kołtunów. Były wstydliwą konsekwencją tego, że dziewczyna nie potrafiła zadbać o czystość.

Tylko że babcia Joanny była czysta. Pobożna i o surowych zasadach.

Nie była w stanie zająć się sama córeczką, oddała ją więc do zakładu. Ale odwiedzała bardzo często, przynosiła owoce. Widocznie pracowała w pobliżu. Któregoś dnia, wtedy trwało już powstanie, spotkały się pod kościołem Świętego Jacka blisko 438 barbakanu. Powiedziała do córki „pa”, odwróciła się i pobiegła. A po chwili zginęła od wybuchu bomby.

Mama Joanny nosiła w sobie wielki ból, o którym nie chciała mówić.

Któregoś dnia brat Joanny podarował ich matce piękny notes. Skoro nie chce mówić, niech napisze. Matka zapisała wiele stron. A potem wszystkie wydarła, podarła na kawałeczki i wyrzuciła razem z resztą notesu. Syn kupił drugi notes. Powiedziała: „No dobra, teraz już napiszę”. Znowu coś napisała. A potem triumfalnie spaliła wszystko na metalowej szufelce pod piecem. Jak wyjaśniła dzieciom, nie pisała dla nich, tylko dla siebie. Udało im się ocalić dwie kartki i to dzięki nim co nieco o matce wiedzą.

Joanna czuje, że przejęła po mamie ból, o którym nie wie, skąd się wziął. Długo nie mogła dać sobie z nim rady. Postano wiła więc zastosować ten sam sposób co matka. Po śmierci mamy napisała do niej list. Opisała uczucia wokół tego, co nie istniało. Twierdzi, że to pomogło.

Książkę zamówić można na kulturalnysklep.pl, ebook na publio.pl


Katarzyna Surmiak-Domańska Świat przed nami nie istniał. Jak wojna została w naszych domach – premiera 9 września 2026, Wydawnictwo Agora