Zbrodnia, której nie było Katarzyny Gacek to drugi tom serii cosy crime Pensjonat Jaśminowy Dwór.
Katarzyna Gacek w swojej nowej powieści ponownie zabiera nas do Nałęczowa! Zbrodnię, której nie było można czytać bez znajomości pierwszego tomu, ponieważ autorka stopniowo wprowadza czytelników w świat bohaterów i przypomina najważniejsze wydarzenia z przeszłości. Warto jednak zacząć od pierwszej części pt.: Wypadek? Nie sądzę, by lepiej poznać Gabrielę i mieszkańców miasteczka oraz w pełni poczuć klimat serii.
W spokojnym Nałęczowie życie wraca do normy po dramatycznych wydarzeniach. Gabriela, była policjantka i recepcjonistka rodzinnego Pensjonatu Jaśminowy Dwór, próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Ciąża i żałoba po ukochanym mężu to wystarczająco dużo wyzwań.
Wszystko zmienia się, gdy w tajemniczym wypadku ginie miejscowa lekarka, przyjaciółka Gabi.
Zbrodnia inspirowana książką?
Instynkt śledczy popycha Gabrielę do działania. Śledztwo prowadzi do niszowego kryminału omawianego podczas spotkania w lokalnej bibliotece. Coraz więcej wskazuje na to, że ktoś postanowił przenieść fikcyjną zbrodnię z kart książki do prawdziwego życia. Pojawia się pytanie, czy książka mogła stać się inspiracją do zbrodni?
Tymczasem w Jaśminowym Dworze pojawia się tajemniczy gość o magnetycznym głosie, który wzbudza zainteresowanie Gabrieli.
Zbrodnia, której nie było to nie tylko zagadka kryminalna!
To także opowieść o miłości, przyjaźni, rodzinnych tajemnicach i życiowych zakrętach. Katarzyna Gacek łączy napięcie charakterystyczne dla kryminału z ciepłem powieści obyczajowej. Idealna propozycja dla osób, które lubią mnożące się tajemnice, ale nie przepadają za brutalnością i rozlewem krwi.
Po tę powieść szczególnie chętnie sięgną:
- miłośnicy/miłośniczki Richarda Osmana i serii „Czwartkowy Klub Zbrodni”,
- czytelnicy/czytelniczki Agathy Christie,
- osoby lubiące kryminały kocykowe z wątkiem obyczajowym,
- fani historii osadzonych w małych społecznościach,
- osoby szukające wciągającej lektury na wakacje,
- wielbiciele/wielbicielki powieści o relacjach i nowych początkach.
Kilka pytań do Katarzyny Gacek

Amanda Nadeem: Co sprawia, że cosy crime podbija serca czytelników na całym świecie i dlaczego zdecydowałaś się na pisanie książek w tym gatunku?
Katarzyna Gacek: Dla mnie zaletą cosy crime jest zmniejszenie dystansu między historią a czytelnikiem. Zasady tej konwencji są proste: mała społeczność, osoba prowadząca śledztwo jest amatorem, nie epatujemy brutalnością, za to jest humor. Sporo humoru. Mnie w tym gatunku najbardziej pociąga ta amatorskość. Bo kiedy bohater nie jest policjantem, tylko powiedzmy weterynarzem czy bibliotekarką, czytelnik ma w ręku identyczne narzędzia. Czyli nie dysponuje technicznym zapleczem, tylko wykorzystuje dedukcję, intuicję, spostrzegawczość. To sprawia, że w takiej historii łatwiej jest się zanurzyć i czujemy się jako czytelnicy zaproszeni do zabawy.
Myślę, że to jest właśnie jeden z powodów popularności tego gatunku. Natomiast mnie jako pisarkę do cosy crime przyciąga lokalność. Całe życie mieszkałam i mieszkam w małych miejscowościach, znam je od podszewki, wiem, jak bije ich puls, dlatego tak chętnie o nich piszę. No i uważam, że zbrodnia popełniona w takim miejscu ma dużo większe pole rażenia. Możemy eksploatować lokalne powiązania, nasłuchiwać plotek, podglądać sąsiadów, a wiadomo, że każdy ma coś do ukrycia. Mała społeczność to kopalnia tajemnic, powiązań i emocji. Dla pisarza kryminałów po prostu bajka!
AN: Skąd wziął się pomysł na historię, w której rzeczywistość zaczyna przypominać fikcję?
KG: Od początku chciałam stworzyć zamkniętą grupę podejrzanych. To takie fajne wyzwanie w stylu Agathy Christie. Najprościej byłoby oczywiście umieścić ich w jednym miejscu. Tak działa na przykład hotel w górach podczas zamieci. Ale ponieważ w Nałęczowie nie ma gór, z zamieciami też średnio, pomyślałam, że może podejrzanych powinna łączyć wiedza o zbrodni? Od tego był już tylko krok do klubu książki. A żeby mieć pewność, że tylko uczestnicy klubu będą znali kryminał, z którego morderca zaczerpnął pomysł na zbrodnię, kazałam im omawiać tytuł absolutnie niszowy. W ten sposób uzyskałam bardzo elitarne grono podejrzanych, czyli dokładnie to, o co mi chodziło.
AN: Czy Twoim zdaniem książka naprawdę może stać się inspiracją do zbrodni?
KG: Oczywiście. W kryminale nie tylko dostajemy pomysły na to, jak zabić, ale też wskazówki, jakich błędów nie popełniać i co trzeba zrobić, żeby nie zostać złapanym. Myślę, że to może być potencjalnie bardzo kuszące. Oczywiście to nie jest tak, że mordercy szukają natchnienia w książkach, ale na pewno może się to zdarzyć. Na przykład kilkanaście lat temu w Kanadzie popełniono zbrodnię, wzorując się na zbrodni z serialu Dexter. Czytając kryminały wiele razy się zastanawiałam, czy opisywana zbrodnia nie jest czasem za bardzo instruktażowa. Może dlatego zbrodnie, które popełniam na kartach moich książek, są takie raczej… skromne i nieprzekombinowane. Głupio by było kiedyś odpowiadać za współudział.
AN: Dlaczego akcja serii osadzona jest właśnie w Nałęczowie?
KG: Kiedy zapadła decyzja, że bohaterka nowej serii będzie prowadziła pensjonat, musiałam znaleźć miejscowość, w której taki pensjonat miałby rację bytu. Tak się złożyło, że byłam wtedy w Lublinie i przyjaciel zabrał mnie na obiad do restauracji Patataj w Nałęczowie. No i przepadłam. W dodatku okazało się, że moja bardzo dobra znajoma wychowała się w Nałęczowie i dała się namówić na wycieczkę śladem wspomnień. Zakochałam się w tym miejscu i mam nadzieję, że to zakochanie udało mi się przemycić na karty książki.
AN: Czy bohaterowie Jaśminowego Dworu mają swoje odpowiedniki w rzeczywistości?
KG: Tworząc moich bohaterów bardzo często opieram się na osobach, które znam. Oczywiście staram się, żeby to nie było jeden do jednego, ale inspiruję się znajomymi, rodziną, przyjaciółmi. Mogę na przykład zdradzić, że babka Gabrieli ma bardzo wiele wspólnego z moją mamą, a Wiktor, brat Gabi – z jednym z moich synów. Natomiast tego, kim się inspirowałam, tworząc Aldonę, lepiej nie zdradzę.
AN: Od czego zacząć żeby stworzyć historię, która jednocześnie trzyma w napięciu i poprawia humor?
KG: Ja zawsze zaczynam od zagadki kryminalnej, to taki kręgosłup mojej historii. Potem obudowuję to mięskiem obyczaju, i na koniec, zupełnie instynktownie, dokładam poczucie humoru i ciepełko. I w ten sposób wychodzi mi książka, która z jednej strony wciąga, a z drugiej – otula. Czyli wzorcowe cosy crime.
Książkę zamówicie na kulturalnysklep.pl, ebook i audiobook na publio.pl
Katarzyna Gacek – Zbrodnia, której nie było – premiera 3 czerwca 2026, Wydawnictwo Agora