Stygmat

9 lutego 2026

Stygmat. Helena Wolińska i Włodzimierz Brus. Biografia

Udostępnij post
Stygmat

Katarzyna Kwiatkowska-Moskalewicz – historyczka i reporterka specjalizująca się w problematyce Europy Wschodniej, po dziesięciu latach pracy oddaje w ręce czytelników biografię osądzonych przez historię PRL.

Helena Wolińska – prokuratorka, która stała się symbolem stalinowskich zbrodni i inspiracją postaci jednej z bohaterek oscarowej Idy, oraz Włodzimierz Brus – genialny ekonomista wyklinany przez Gomułkę w marcu 1968 roku razem z Kołakowskim i Baumanem. A między nimi wielka miłość, dramaty i historia, która po wielekroć ich rozdzielała i łączyła.

Stygmat obnaża ciemną stronę społeczeństwa, w którym antykomunizm i antysemityzm się przenikają, blokują dostęp do wiedzy o ludziach i epoce.

Ta książka opowiada, odkłamuje i obnaża.
Opowiada rozdzierającą historię dwojga ludzi, którzy stracili wszystkich i wszystko w Zagładzie. Uszli z życiem, a potem na gruzach starego świata szukali nadziei na sprawiedliwy porządek w komunizmie i Polsce Ludowej. (Tę nadzieję też im w końcu odebrano).
Odkłamuje czarną legendę, jaką na użytek walki o władzę nad przeszłością, i nie tylko przeszłością, stworzono w III RP na temat obojga – z półprawd, uprzedzeń, manipulacji, złej woli.
Obnaża ciemną stronę społeczeństwa, w którym antykomunizm i antysemityzm się przenikają, blokują dostęp do wiedzy o ludziach i epoce, są katastrofą poznawczą i moralną.
Katarzyna Kwiatkowska-Moskalewicz wspaniale wypełnia misję biografki. Zachowując empatię, stawia zarazem czoła mrocznym epizodom, przede wszystkim z życia Wolińskiej. W rzetelny sposób przedstawia okoliczności, w jakich rodziły się wybory i kształtowały charaktery bohaterów. Nade wszystko – przywraca sprawiedliwe spojrzenie na ich decyzje, uwikłania i czasy.

Artur Domosławski

Autorka wnikliwie odtwarza historię życia dwojga ludzi w burzliwej epoce. Ludzi, których połączyła miłość oraz fascynacja komunizmem rozumianym jako droga do równouprawnienia, a po 1945 roku do udziału w grupie rządzącej. Poznajemy ich motywacje, losy, uwikłania w reżim, co staje się przyczyną dramatów, z którymi mierzyli się do końca życia.

prof. Andrzej Friszke

Niezwykłe studium historyczne, bogate w szczegóły, wnikliwe, rozważne. I zaskakujące! Czyta się świetnie. Bardzo polecam!

prof. Irena Grudzińska-Gross

Wolińska i Brus byli jednym z symboli „żydokomuny”, czarnymi charakterami historii PRL. W świetnie napisanej podwójnej biografii autorka pokazuje złożoność i wieloznaczność ich losów naznaczonych przez antysemityzm i komunizm – dwie wielkie ideologie XX wieku. Nie rozgrzesza, ale próbuje zrozumieć. Świetna książka!

prof. Adam Leszczyński

Fragment książki

Wszystko tu było stare: dziurawy dywanik w łazience, połamany fotel z wikliny, odrapane meble kuchenne, obite kubki, garnki bez uchwytów. Przedmioty kruszyły się i rozpadały. Wszystko tu było brzydkie: wykładzina w kolorze zgniłej zieleni, musztardowe ściany.

– Żyli ubogo, niczego sobie nie kupowali, nie zależało im. Znajomi ze Stanfordu, których tu raz przywiozłam, byli w szoku, że oksfordzki profesor żyje w takiej nędzy – opowiadała Janina Nadaner. – A oni naprawdę niczego nie chcieli. Gdy sprawiłam im nowy garnuszek, bo starego nie było nawet za co chwycić, ojciec zrobił mi awanturę: „Przecież ten nasz jest jeszcze zupełnie dobry!”. Podłoga była usłana gazetami z Polski. Prenumerowali je do końca życia. Ojciec nosił polskie buty, garnitury zamawiał u polskiego krawca. Chodził do polskiego sklepu w Oksfordzie, nawet gdy miał kłopoty z nogami. To było dla niego ważne. Nie zapuścili korzeni w Anglii, żyli jak wieczni emigranci. Coraz szczelniej zamknięci w czterech ścianach na poddaszu. Zwłaszcza ona prawie nie wychodziła. Schowali się w mieszkaniu, które z każdą moją wizytą wyglądało gorzej. W końcu zrozumiałam, że zrobili tam sobie getto. Getto, w którym zostali ich rodzice, jej młodszy brat, jego ukochana siostra. Coraz mniej jedli. Ona od lat: listek sałaty, kawałek herbatnika. Nakładała sobie na spodeczek porcje jak dla ptaszka, a i tak większość zostawiała. Ojciec w końcu też przestał jeść. Schudł. Godzinami siedział w fotelu wpatrzony w jeden punkt. Kiedyś spytałam go, o czym tak myśli. Odpowiedział, że przewija swoje życie jak film. Czuł się winny za wszystko, co się stało: że nie uratował rodziców i Marylki, że opuścił ciężarną Lenę, że zostawił moją mamę, siostrę i mnie. Zamilkł zupełnie. Zamknął się w sobie. Doprowadzał tym Lenę do rozpaczy. Płakała i płakała. A z przedpokoju patrzyły na nich wydarte ze starego rysunku niebieskie oczy. Oczy Helenki, takie jak ich pierworodnego dziecka, które stracili we Lwowie.

Janina Nadaner, córka Włodzimierza Brusa, późnym latem 2007 roku po raz ostatni leciała z Kalifornii do ojca do Oksfordu. – Umarł, zanim się zjawiłam.

Helena Wolińska, jego żona, odeszła rok później. W szpitalu podpisała specjalną deklarację: proszę mnie nie ratować.


„Słynna stalinowska prokurator, odpowiedzialna za śmierć wielu żołnierzy podziemia niepodległościowego, została pochowana w Wielkiej Brytanii” – donosiła „Rzeczpospolita” w grudniu 2008 roku. „Zgodnie z oficjalnym komunikatem jej pogrzeb miał się odbyć wczoraj w miejscowym kościele. Ludzie, którzy przybyli na uroczystość, dowiedzieli się jednak, że o tej porze odbędzie się ceremonia pochówku kogoś innego”. To rodzina zmarłej w obawie przed ekscesami przyspieszyła termin o dwa dni. „W ceremonii w obrządku żydowskim wzięło udział ok. dziesięciu osób, między innymi prof. Kołakowski. Uroczystość miała przebiegać w bardzo spokojnej atmosferze” – relacjonowali autorzy artykułu. „Nic nie zakłóciło pogrzebu komunistycznej prokurator”. Dziennikarze jednej z największych polskich gazet symboliczną odpowiedzialnością za przesunięcie pochówku obarczyli zmarłą: „Wolińska nie przestała szokować nawet po śmierci”.

Na temat życia pozagrobowego byłej prokuratorki rozprawiali także intelektualiści. „Od lat zastanawiałem się, czy w ogóle można będzie doprowadzić do jej ukarania. Okazuje się, że nie. Ale przecież nawet gdyby doszło do ekstradycji, nie jest przesądzone, jak by się zachowały polskie sądy. Ale przed sądem ostatecznym nie ma zawieszeń ani apelacji. I teraz czeka ją dużo trudniejszy proces i surowszy sąd niż tutaj” – powiedział „Rzeczpospolitej” profesor Jerzy Eisler, historyk.

Wtórował mu Władysław Bartoszewski: „Wierzę w sprawiedliwość boską. Jej Wolińska nie uniknie”.

Jeszcze dalej poszła redakcja pisma „Bibuła”: „Helena Wolińska aka Helena Brus (a faktycznie: Fajga Mindla Danielak) […] została odtransportowana najpewniej do czeluści piekielnych (niech Bóg ma miłosierdzie nad tą zbrodniarką)”.


Oksfordzki Wolvercote dwukrotnie – w 1999 i 2001 roku – wyróżniono tytułem Cmentarz Roku. Pielgrzymują tu fani Tolkiena – pisarz leży w głębi terenu, w części katolickiej. Nagrobka Brusów szukać właściwie nie trzeba – znajduje się zaraz przy wejściu głównym. W tym miejscu wydzielono kwaterę żydowską. Informacje umieszczone na nagrobkach w kilku frazach streszczają dramatyzm losów: spoczywający tu akademicy przybyli zazwyczaj z Europy kontynentalnej w poszukiwaniu schronienia przed prześladowaniami. Religijnych symboli jest niewiele, bo niewiele pogrzebanych tu osób praktykowało judaizm. Kilkaset metrów na północny wschód, w polskiej części, krzyż wieńczy chyba każdy nagrobek.

Ten pośmiertny, ugruntowany w religii podział uwierał Janinę Nadaner, młodszą córkę Włodzimierza Brusa. – I ojciec, i Lena całe życie walczyli o świat bez podobnych segregacji – mówiła. Jednak one nieustannie dawały o sobie znać. Zwłaszcza w oddalonej o tysiąc mil Polsce, gdzie z jednej strony publicznie wytykano, że na nagrobku są hebrajskie litery, a nie ma słowa o związkach Wolińskiej i Brusa z krajem, z drugiej – konsekwentnie rugowano zmarłych z polskiej wspólnoty, eksponując ich domniemaną obcość. Grób był kilkukrotnie dewastowany.

Wiadomość e-mailowa z 26 listopada 2018 roku od Janiny Nadaner:

„Moj brat poszedł na cmentarz w Oxfordzie, z okazji dziesiątej rocznicy śmierci Leny. Jego żona czyściła grób i znalazła tam kamień z napisem: »Nil«. Mój brat napisał: Some memories never die. Ja mu odpisałam: Some memories that never die are worth forgetting”.


Był wieczór 5 listopada 2016 roku w Oksfordzie. Mieszkańcy akademickiego miasta właśnie podpalali stosy. Świętowali w ten sposób wykrycie spisku katolików z XVII wieku, którzy chcieli zgładzić króla i zwrócić Anglię papieżowi. Trwała Bonfire Night.

– Czy wiesz, że tu obok jest pochowana ta wasza Wolińska? – spytał mnie kolega.

Nie wiedziałam. Tak zaczęła się dla mnie ta historia.