"Wspomnienia"

27 lipca 2023

Nie żyje irlandzka piosenkarka Sinéad O'Connor. Przypominamy fragment jej autobiografii

Udostępnij post
"Wspomnienia"

Artystka miała 56 lat. Największą, światową sławę przyniósł jej przebój „Nothing Compares 2 U”. W 2021 roku nakładem naszego wydawnictwa ukazała się jej autobiografia „Wspomnienia. Sinéad O’Connor”.

Sinéad O’Connor napisała „Wspomnienia”, by odzyskać kontrolę nad swoim życiem i sprawić, żeby jej głos był nie tylko usłyszany, ale przede wszystkim zrozumiany. Może też, żeby wytłumaczyć się ze swojego postępowania, ale myli się ten, kto sądzi, że będzie za cokolwiek przepraszać.

Fragment książki „Wspomnienia”:

Nie pamiętam nic ponad to, co przekazałam mojemu wydawcy. I niż to, co osobiste, oraz to, co pragnę zapomnieć. Zresztą to wszystko, czego nie jestem w stanie przywołać, zapełniłoby dziesięć tysięcy bibliotek, więc pewnie na jedno wychodzi, czy to pamiętam, czy nie.

Nie jestem w stanie tego wszystkiego przywołać głównie dlatego, że dopiero od sześciu miesięcy jestem w swoim życiu tak naprawdę obecna. A kiedy piszę te słowa, mam pięćdziesiąt cztery lata. Jest wiele powodów, dla których tak się stało. Możecie znaleźć je w tej książce. A przynajmniej ich większość.

Byłam naprawdę obecna do czasu ukazania się mojej pierwszej płyty. Później udałam się w jakieś miejsce wewnątrz siebie. Zaczęłam też palić zioło. W sumie nie przestałam tego robić do połowy 2020 roku. Więc owszem – nie bardzo kontaktowałam, a w takiej sytuacji trudno jest przypomnieć sobie różne wydarzenia.

Ciężko też się pisze o tworzeniu muzyki. Choć przy tym akurat byłam obecna. Działo się to gdzieś głęboko we mnie, w miejscu, które znam tylko ja. Gdyby dało się mówić o muzyce, nie byłaby nam potrzebna, więc moja opowieść pewnie nie zawsze będzie jej dotyczyła. Podsumuję po prostu to, co jestem w stanie przywołać – od czasu młodości do teraz.

Kilka osób pominęłam, bo wiem, że cenią sobie prywatność, a parę innych, bo chcę, żeby szlag je trafił, kiedy będą szukać swoich nazwisk w książce, ale ich nie znajdą.

Ponieważ więc nie zawsze byłam obecna, w książce występują dwa głosy, bardzo od siebie odmienne: pierwszy słychać do czasu podarcia zdjęcia papieża w 1992 roku, a później pojawia się drugi, nowy. To dlatego, że napisanie czegokolwiek po „rozdziałach papieskich” (opowiadających o nocy poprzedzającej SNL oraz o samym występie w programie) zajęło mi cztery lata, podczas których raz po raz trafiałam do ośrodków zdrowia psychicznego, gdzie odkrywałam przyczyny swojej nieobecności. Później przemówiłam nowym głosem. I mam nadzieję, że jest to dla czytelnika akceptowalne. (W sumie to wszystko, na co mnie stać).

Ten pierwszy głos postrzegam jako należący do ducha, a drugi – do żywej kobiety. Oba są równie istotne. Nastąpiła symboliczna śmierć, a po niej przyszło odrodzenie. I to słychać. Jestem z tego wręcz dumna.

Cóż, nie zapowiada się, żebym miała w najbliższym czasie zgarnąć nagrodę Bookera. Nie jestem też Bobem Dylanem, Szekspirem, a nawet pisarką tej klasy co mój wspaniały brat Joseph. Przedstawiłam jednak swoją historię tak, jak ją zapamiętałam, i spróbowałam zrobić to w ten sam sposób, w jaki mówię. Pisząc lub dyktując kolejne rozdziały, wyobrażałam sobie, że opowiadam to wszystko pewnej osobie. Nigdy wam jednak nie powiem, kto to taki.

Byłam bardzo młoda, kiedy moja kariera nabrała tempa. Nie miałam czasu, by „odnaleźć siebie”. Myślę jednak, że zobaczycie w tej książce dziewczynę, która siebie odnajduje – ale nie za sprawą sukcesu w branży muzycznej. Ona korzysta ze sposobności, by świadomie i autentycznie stracić rozum, a kiedy już to się dzieje, odzyskuje go i jest lepsza w grę w życie. Dziś jestem starszą kobietą obdarzoną innym głosem. To są dopiero moje pierwsze wspomnienia w formie książkowej. Mam zamiar żyć długo i prowadzić dziennik, żeby nic mi nie umknęło. Teraz jednak musiałam dopuścić do głosu dziecko, które jest we mnie, ponieważ potrzebowało się wypowiedzieć. Zgodziłam się na to, a dziewczynka podrosła i teraz zadecydowała, że pozostanie przy wieku około siedemnastu lat.

Wiedzcie, proszę, że jestem pełna głębokiej i nieskończonej miłości do obydwojga moich rodziców, którzy robili wszystko najlepiej, jak mogli, w bardzo ciężkich czasach dla Irlandii i Irlandczyków. Mój ojciec jest moim idolem – zaznał on więcej cierpienia niż jakakolwiek znana mi istota ludzka, a znosił ten ból z wielkim heroizmem. Jesteśmy rodziną z żołnierskim DNA. Mój stryjeczny dziadek, cioteczny dziadek i pradziadkowie byli wojskowymi. Ich cechy mamy zawsze na podorędziu, zarówno mój ojciec, jak i ja.

Mam szczególną  nadzieję, że dopuszczając do głosu moje wewnętrzne dziecko, nie urażę ani nie zdenerwuję nikogo z mojej rodziny. Nie omawiam tu doświadczeń żadnej innej osoby, tylko swoje. I z góry przepraszam, jeśli coś, co napisałam, jednak wyrządzi komuś przykrość. Nie miałam takich intencji.

Zamierzam jedynie wysypać na podłogę wszystkie elementy układanki, którą byłam, i sprawdzić, czy dam radę je ułożyć. Pragnę zostać zrozumiana. Nie chcę też, żeby moją historię opowiadał jakiś ignorant, kiedy mnie już tu nie będzie. Bo tak by się stało, gdybym sama tego nie zrobiła.

Jako artystka mam przede wszystkim nadzieję, że kogoś zainspiruję do bycia naprawdę sobą – wydaje mi się, że moja publiczność składa się z ludzi, którzy doświadczają z tego powodu przykrości. Nie jest lekko być autentycznym. Być może moi słuchacze nie zdają sobie sprawy, że to dzięki nim staję się tą osobą, którą rzeczywiście jestem. Na scenie zawsze mogę być prawdziwa.

Poza sceną – nie za bardzo. Nikt mnie nigdy nie rozumiał, nawet ja sama, o ile nie śpiewałam.

Mam jednak nadzieję, że z tą książką będzie inaczej.

Jeśli nie, spróbujcie ją zaśpiewać i zobaczcie, czy to pomoże.