Okładka książki „Wdowa” Helene Flood umieszczona centralnie na intensywnie pomarańczowym tle. Fioletowa okładka przedstawia profil kobiety częściowo przenikający się z abstrakcyjną, ciemną strukturą. Grafika promuje thriller psychologiczny o zawodnej pamięci, manipulacji i narastającym poczuciu zagrożenia. (grafika)

15 lipca 2026

„Wdowa” - nowy thriller Helene Flood

Udostępnij post
Okładka książki „Wdowa” Helene Flood umieszczona centralnie na intensywnie pomarańczowym tle. Fioletowa okładka przedstawia profil kobiety częściowo przenikający się z abstrakcyjną, ciemną strukturą. Grafika promuje thriller psychologiczny o zawodnej pamięci, manipulacji i narastającym poczuciu zagrożenia. (grafika)

Wdowa Helene Flood to thriller psychologiczny, w którym granica między rzeczywistością a złudzeniem zaciera się z każdą kolejną stroną.

Helene Flood, autorka bestsellerowej Psychoterapeutki, po raz kolejny tworzy gęstą, klaustrofobiczną atmosferę i prowadzi czytelnika przez historię pełną niepewności i psychologicznego napięcia.

Po nagłej śmierci męża Evy zostaje sama w dużym domu pełnym wspomnień i sekretów. Oficjalną przyczyną śmierci był zawał serca, jednak szybko okazuje się, że coś się nie zgadza – w organizmie Erlinga nie znaleziono leków, które przyjmował każdego dnia.

Evy coraz bardziej wątpi we własną pamięć. Znikające przedmioty, uchylone drzwi i ślady czyjejś obecności sprawiają, że nie wie już, co jest prawdą, a co wytworem jej umysłu. Czy naprawdę ktoś ją obserwuje, czy może sama przestaje odróżniać rzeczywistość od złudzeń?

Wdowa spodoba się czytelnikom/czytelniczkom, którzy/które cenią thrillery psychologiczne z niejednoznaczną narracją i bohaterami, którym nie można do końca zaufać. To doskonały wybór dla fanów powieści o manipulacji, rodzinnych tajemnicach i zakamarkach ludzkiego umysłu. Książkę docenią również osoby, które lubią historie zmuszające do nieustannego kwestionowania tego, co wydaje się oczywiste.

Fragment książki

W uszach dźwięczy mi echo, chociaż panuje kompletna cisza. Zupełnie jakby ktoś wyłączył głośnik godzinami ryczący na pełen regulator, a jego dźwięk jeszcze wisiał w powietrzu. Siedzę na sofie i wsłuchuję się w odgłos, którego nie ma. Ręce mi się trzęsą. Mam ochotę wziąć coś na uspokojenie, ale trzymam się w ryzach. Siedzę tutaj i słucham jedynego dźwięku, który faktycznie słychać w domu: tykania zegara dziadka w salonie.

Zalecono mi, abym nie przebywała w samotności. Nie zostało to powiedziane wprost. Przynajmniej mnie się tak wydaje, muszę jednak przyznać, że łatwo wyłączam się z każdej konwersacji. Lekarka, która rozmawiała z nami w szpitalu Tamtego Dnia, poprosiła mnie, bym poświęciła jej chwilę, i niewiele pamiętam z tego, co mi powiedziała. Miała może z pięćdziesiąt lat i już widoczne te linie po bokach ust, te zagłębienia w skórze, które utrwaliły się przez kolejne dziesięciolecia uśmiechania się, śmiania, zrzędzenia i krzyków. Przyglądałam się im, zastanawiając się jednocześnie, kiedy powstały moje zmarszczki. Czy byłam starsza, czy młodsza od niej? Nie zauważyłam momentu, w którym się pojawiły. A gdy już były, miałam wrażenie, że są tam od zawsze. O tym właśnie myślałam, kiedy lekarka do mnie mówiła. Specjalnie zarezerwowała w swoim pełnym zajęć dniu czas na rozmowę ze mną. Należy przyjąć, że chciała powiedzieć mi coś ważnego.

To moje dzieci podjęły decyzję, że nie powinnam być sama. Podsłuchałam, jak moje córki o tym rozmawiały. Któregoś z ostatnich dni, wczoraj albo może przedwczoraj. Były w gabinecie Erlinga, a ja stałam w korytarzu i słuchałam. Mówiła Hanne, z wyraźnym naciskiem w głosie, Hanne zawsze najwięcej mówi.

– To akurat będzie ciężka praca – powiedziała. – Tata miał ich chyba z pięć pełnych kartonów.

Silje nie odpowiedziała. A może to tylko ja nie usłyszałam odpowiedzi. Hanne mówiła o wszystkich jego rzeczach. Zrozumiałam, że czuje się za nie odpowiedzialna. Chce zadbać o to, aby ktoś się nimi zaopiekował, posortował je, a może nawet wyrzucił. To była dla mnie nowość. Rzeczy Erlinga znajdują się w każdym miejscu tego domu i dlaczego miałoby być inaczej? To nasz dom.

A teraz trzeba mnie pilnować, stwierdziła Hanne. Silje wydała z siebie odgłos oznaczający zgodę. Hanne kontynuowała: to musi być dla mamy okropne, nie powinna być teraz sama. Ach tak, pomyślałam, nie powinnam? Zawsze lubiłam być sama.

Drzwi były uchylone, więc zajrzałam do środka. Dziewczęta stały obok biurka, przeglądając jakieś papiery. Otwarty kalendarz Erlinga leżał na blacie. Zapewne pełno w nim było zaplanowanych spotkań, z których nic już nie wyjdzie. Moje córki były zwrócone plecami w stronę korytarza, gdzie stałam, żadna z nich mnie nie zauważyła.

Dzisiaj ma zjawić się Bård. Dzwonił jakiś czas temu i powiedział, że jest w drodze. Musiał tylko zajechać na chwilę do klienta, nie zapamiętałam miejsca, może w Drammen, a może w Tønsberg? Znów przydarzyła mi się jedna z tych chwil, kiedy całkowicie wyłączyłam się z rozmowy. W ostatnich dniach miało to miejsce kilka razy. Czy to z powodu tego, co się stało, czy to jakiś efekt uboczny szoku? Do tej pory życie oszczędzało mi wielkich nieszczęść, ale przecież wiele lat temu straciłam ojca. No i słyszy się różne rzeczy. O innych ludziach. O ich utratach. Czy ktoś o tym wspomniał? O tym braku zdolności skupienia się na rozmowie? O tym, że uwaga po prostu odpływa, zawiesza się dosłownie na czymkolwiek, na pierwszej rzeczy, jaką napotka wzrok. Jakby mózg nie był już w stanie ustanawiać priorytetów.

Na zewnątrz widać pustą werandę. Kiedy zamykam oczy, widzę przebłyski z Tamtego Dnia: Maria Berger biegnie pod górę ulicą Nordheimbakken i mnie woła. Plastikowy pasek pod brodą Erlinga podtrzymujący kask rowerowy, wąskie białka oczu widoczne spod uchylonych powiek. Dłoń z obrączką, znana mi tak dobrze jak własna, leżąca na asfalcie. Zaskakująco niewygodne

krzesła w szpitalnej poczekalni, stukot obcasów nadbiegającej korytarzem Hanne. Zmarszczki wokół ust lekarki. Piosenka, którą puścili w radiu, kiedy Bård odwoził mnie później do domu, oh, baby, baby, it’s a wild world. Wejście w pojedynkę do tego domu. To, że nie wzięłam tabletki nasennej, bo co by było, gdyby Erling jednak wrócił, nie mogłabym wtedy spać, musiałabym otworzyć mu drzwi. Ale wiedziałam przecież, że nie przyjdzie. Jeszcze całkiem nie zwariowałam. Nie ma go już, całe ciało mi drży, wyłamuję sobie palce:

Erling nie żyje.

Przecież to wiem. Wtedy też wiedziałam. A jednak leżałam tam sama w łóżku i myślałam: jeśli wróci do domu, usłyszę go. Przy ścianie w jadalni dostrzegam końcówkę bukietu owiniętego w szary papier.

Kiedy go tam położyłam? Czy mogło to być tuż przed tym, zanim usiadłam? Nie wiem, nie jestem pewna, jak długo tu siedzę. Bukiet wisiał na drzwiach wejściowych, gdy wróciłam dzisiaj ze sklepu. Nic z nim nie zrobiłam. Nawet go nie odpakowałam, żeby zobaczyć, od kogo jest. Przez dłuższy czas po prostu siedziałam przy stole i wpatrywałam się w niego.

Książkę zamówić można na kulturalnysklep.pl, ebook i audiobook na publio.pl


Helene Flood (tłum. Ewa M. Bilińska ) – Wdowa – premiera 1 lipca 2026, Wydawnictwo Agora