“Jak się starzeć bez godności” to najzabawniejsza książka roku o starzeniu się bez liftingu, joggingu i tabu!

Długo wydawało się im, że wciąż się świetnie zapowiadają, a prawdziwe życie jeszcze jest przed nimi. Sukcesy, super szczęście, te rzeczy. Teraz okazuje się, że zanim rozwinęły skrzydła, czas je zwinąć. Jak z tym żyć? Jak się starzeć? Z godnością, czy może jednak bez?

Odpowiedzi na tak poważne pytania, że można osiwieć, szukają w swoim antyporadniku dwie doskonałe i wielce przy tym dowcipne reporterki – Magdalena Grzebałkowska i Ewa Winnicka, twórczynie podcastu „Jak się starzec bez godności”.

Znam i uwielbiam obie, więc kiedy zabrały się za temat szeroko pojętej starości, wiedziałam, że będzie ciekawie, tym bardziej, że starość w naszych czasach uznaliśmy za coś brzydkiego, głupiego i niepotrzebnego i zastąpiliśmy ją wieczną młodością, pogonią za nią, bo przecież ruch to zdrowie i … młodość właśnie. A tu dwie znane pisarki biorą się za bary z numerem PESEL i wszystkim tym, co się z tym wiąże. Z pogonią za młodością i wiążącymi się z tym kontuzjami kończyn, ducha i portfela, również. Wiem jedno: w czasach koszmarnej poprawności politycznej, głaskania każdego, żeby się nie wzniecił za bardzo i nie obraził, to jest bardzo niepoprawna politycznie opowieść, pełna zapomnianej ironii i bezwzględnego poczucia humoru. Nie wiem, kto nam wmówił, że w “pewnym wieku” stajemy się przezroczyste. Wiem po sobie, że jest na odwrót. Ta książka pokazuje, że Winnicka i Grzebałkowska z wiekiem są widoczne i słyszalne coraz bardziej. I są na tyle fajne i otwarte, że mówią o tym, jak to robią. A czasem nie robią nic. Bo czasem warto zrobić nic. Po prostu sobie poleżeć. Poleżmy więc i poczytajmy. Pośmiejmy się. I zacznijmy lśnić.Karolina Korwin-Piotrowska

Za każdym razem, gdy będę patrzeć w lustro i znajdować w moim ciele kolejne „coś”, czego nigdy przedtem nie było, zmarszczkę czy zaskakujące zgrubienie, sięgnę pamięcią do tej książki. Żeby się znów zaśmiać i nie marnować czasu, bo przecież za lat 10 będziemy jeszcze bardziej żółwieć. Joanna Kołaczkowska

Moja babcia mówiła: starość nie radość, majtki nie pokrzywy. Książka „Jak się starzeć bez godności” bez lukru i frazesów typu „sześćdziesiątka to druga trzydziestka”, mówi o starości. Po lekturze jest trochę smutno i trochę śmiesznie. W jednym dziewczyny mnie utwierdziły. Jako kobieta w wieku przedstarczym nic nie muszę, a wszystko mogę. Będę niegrzeczną dziewczynką do końca swoich dni.Dorota Wellman

JAK SIĘ STARZEĆ BEZ GODNOŚCI?

– Ewa, my się zamierzamy starzeć bez godności? – wyciskam na dłoń mydło z dozownika.
– Tak.
– A co to właściwie dla nas znaczy? – podkładam namydlone ręce pod bezdotykowy kran. Fotokomórka, która powinna uruchomić strumień wody, ignoruje mnie. Oto rzeczywistość kobiety w wieku przedstarczym. Jestem nie tylko przezroczysta dla mężczyzn i kobiet na ulicy, teraz stałam się też niewidzialna dla kranów. Podsuwam dłonie pod drugi kran, woda łaskawie spłukuje mydliny.
– Bo ja widzę dwie możliwości.
Albo ignorujemy wszelkie oznaki starzenia, wokół plam wątrobowych rysujemy kwiatki, rozpuszczamy długie siwe włosy, dziaramy tatuaże, przekłuwamy nosy i tańczymy na plaży, powiewając fałdami skóry.
Albo idziemy do lekarzy medycyny estetycznej i prosimy o przeszczep tłuszczu z pośladków w podbródki, a z podbródków w policzki, murujemy botoksem lwie zmarszczki, podnosimy powieki, a na noc zamykamy się w szklanych trumnach wypełnionych kwasem hialuronowym. Aha, i jeszcze usta sobie powiększymy.
W obu przypadkach przestaniemy przypominać siebie z dzisiaj. Z tym, że w pierwszej opcji będziemy bardzo stare, ale każda inna, a w drugiej – bardzo młode, za to takie same.

Tak naprawdę jest nam obojętne, jaką drogę starzenia się bez godności wybierają kobiety. Najważniejsze, żeby czuły się dobrze z sobą i w swoich ciałach i żeby miały w głębokim poważaniu słowa krewnych, przyjaciół i sąsiadów o tym, czego nie wypada w starszym wieku.


Tagi: , , , ,

Share This